piątek, 19 lipca 2013

Paznokcie: Kropeczkowy misz- masz

Deszczowa pogoda sprzyja wenie, dziś zapragnęłam kropeczek na paznokciach. Bez jakiegokolwiek planu zabrałam się do malowania, dlatego na paznokciach powstał istny misz- masz, który mimo wszystko cieszy oko. Postawiłam na miętowo- zielony lakier z Silcare w towarzystwie drobnych kropeczek wykonanych lakierami Inglota, za pomocą sondy z Essence. Prezentowane lakiery pojawiały się już na blogu, dziś liczy się tylko efekt, a w tym przypadku zdjęcia wyrażają wszystko.

Wykonanie banalnie proste, efekt zadowalający na tyle, że mam ochotę na więcej kropek na paznokciach. Kolejna "wariacja" już wkrótce. 



Użyte lakiery:
Miętowa zieleń Silcare nr 74- więcej zdjęć TU.
Beż Inglot 874- więcej zdjęć TU.
Biel Inglot 038
Brąz Inglot 975- więcej zdjęć TU.


środa, 17 lipca 2013

Piękne włosy. Maska do włosów: L'biotica Keratyna+ Jedwab

Włosy to jedna z moich największych obsesji, z całych sił staram się aby dobrze wyglądały. Odżywki, maski i olejki jestem z nimi za pan brat, a co najważniejsze widzę efekty ich stosowania. Rzecz jasna bywają lepsze i gorsze dni, ale mimo wszystko nadal wytrwale zapuszczam i pielęgnuję swoje kosmyki. Regularnie stosuję maski do włosów Biovax, które według mnie w swojej kategorii zdeklasowały konkurencję. Dziś zapraszam Was na recenzję maski do włosów Biovax z keratyną i jedwabiem.


Opakowanie:
Plastikowe z zaciskanym wieczkiem to duży plus, bo w moim przypadku zakrętki ślizgające się w mokrych dłoniach to zbędne utrudnianie życia. Wieczko dobrze przylega do opakowania, bez obaw można je transportować, nic się nie wyleje. 


Zapach: 
W opakowaniu maska nie zachwyca swoim zapachem, jest duszący i nijaki. Po nałożeniu na mokre włosy zmienia się nie do poznania, zaczyna pachnieć jak kosmetyki używane przez fryzjerów, ma delikatnie śmietankowo- waniliowy zapach, który bardzo umila kurację odżywczą.

Konsystencja: 
Uwielbiam gęste kosmetyki do włosów, kiedy czuję że nakładam na nie coś cięższego i treściwego wiem, że to bardzo polubią. Tak też było w tym przypadku. Maska jest gęsta, nie spływa podczas nakładania oraz później spod czepka. Ma bardzo fajną kremową konsystencję, łatwo się rozprowadza na włosach. Dzięki treściwej formule jest wydajna


Jak używam:
Niewielką ilość kosmetyku rozsmarowuję w dłoniach, następnie nakładam na włosy od połowy ich długości i przez chwilę wmasowuję, potem przeczesuję włosy palcami i zbieram w "ślimaczka" na czubku głowy. Na głowę zakładam czepek (dołączony do maski, znajdziecie go w pudełku) i podgrzewam ciepłym powietrzem z suszarki przez ok. 5 minut, robię turban z ręcznika i chodzę tak od 30 do 50 minut. Po tym czasie spłukuję maskę strumieniem zimnej wody, suszę i układam włosy jak zwykle.

Efekty: 
Włosy po użyciu bardzo łatwo się rozczesują, są błyszczące i wyraźnie wygładzone. Są tak miękkie, że mam ochotę cały czas je dotykać. Zwiększa się ich podatność na układanie, a puszenie jest zniwelowane. Pięknie i intensywnie pachną do kolejnego mycia.


Drugi sposób użycia:
Ostatnio stwierdziłam, że olejowanie włosów na całą noc to dla mnie za mało, dlatego postanowiłam spróbować tego sposobu z tą maską Biovax. Byłam ciekawa jak dająca dotychczas zadowalające efekty przy kilkunastominutowym zabiegu,maska zadziała na włosy po kilku godzinach. Suche włosy delikatnie zwilżyłam wodą, nałożyłam na nie maskę, zaplotłam warkocz i poszłam spać. Rano jak zwykle umyłam i wysuszyłam włosy. Jednak to co zrobiła maska przerosło moje najśmielsze oczekiwania, włosy były nie tylko błyszczące, zmiękczone i pachnące, ale przede wszystkim idealnie dociążone i wygładzone, a wilgoć w powietrzu tego samego dnia nie była im straszna. Od tamtej chwili taki nocny zabieg funduję włosom raz w tygodniu.
 
Pojemność: 250ml
Cena: ok. 17zł
Gdzie kupię?: Apteki


Maska Biovax keratyna i jedwab bardzo przypadła mi do gustu. Chętnie ją stosuję, a moim ulubionym sposobem jest nakładanie jej na włosy na całą noc. 
Myślę, że przypadnie do gustu osobom z suchymi i niesfornymi włosami. Maska je zdyscyplinuje i nawilży.
Polecam ją również osobom wybierającym się na wypoczynek nad wodą, warto wrzucić maskę do walizki i zafundować włosom odbudowę po godzinach spędzonych na plaży oraz kąpielach w słonej i chlorowanej wodzie. To je zregeneruje i da dodatkową ochronę przed uszkodzeniami spowodowanymi czynnikami atmosferycznymi. Nie zapominajcie oczywiście o nakryciu głowy ;)

poniedziałek, 15 lipca 2013

Paznokcie: Inglot 874

Poszukiwania idealnego lakieru do paznokci w odcieniu cielistym uważam za oficjalnie zakończone. Po wielu próbach, z podkulonym ogonkiem kolejny raz powróciłam do Inglota. Bez efektu paznokci nieboszczyka, sinych tonów, bez smug, bez prześwitów, drobinek, perły... zdeterminowana dyskwalifikowałam wszystkich poprzedników, reprezentujących owe cechy i wreszcie w moje ręce wpadł Inglot 874- od dziś mój szczęśliwy numerek (pewniak) ;)
 

Kolor cielisty jest niezastąpiony, kiedy stawiam na elegancję i skromny wygląd. To mój pewniak podczas egzaminów. Świetnie sprawdza się również wtedy, kiedy mam ochotę odpocząć od intensywnych barw na paznokciach. To nie tylko kolor uniwersalny, ale i bardzo opłacalna inwestycja, bo będę po niego sięgała jeszcze wiele razy. Klasyka w Inglotowskim wydaniu zawsze się obroni.


Opakowanie:
Buteleczka charakterystyczna dla Inglota, pędzelek dosyć wąski, ale przy tym bardzo wygodny i precyzyjny.

Cechy produktu:
Lakier, jak już wcześniej wspomniałam, moim zdaniem ma idealny odcień beżu. Pasuje do mojej jasnej skóry i nie podbija brzydkich szarych tonów. Ma kremowe wykończenie. 
Stuprocentowe krycie zapewnia nałożenie dwóch warstw. Trwałość standardowa, z bazą utwardzającą wynosi 4-5 dni.


Pojemność: 15ml
Cena: 20zł
Gdzie kupić?: Wyspy i sklepy firmowe INGLOT


Jak Wam się podoba? Bo mi bardzo :)

Jestem ciekawa, jaki jest Wasz faworyt w kategorii cielistych odcieni?

niedziela, 14 lipca 2013

Lubię to! Czyli ulubione kanały na You Tube, które polecam

Dla mnie wreszcie nadeszły wakacje, na początku czas więc trochę poleniuchować... oprócz czytania książek, blogowania i spędzania czasu z Ukochanym, z przyjemnością oglądam moje ulubione kanały na You Tube. Nadrabiam dosyć duże zaległości "filmikowe". W dzisiejszym, oraz w kilku kolejnych wpisach pokażę Wam moje ulubione kanały na YT, takie na których spędzam miło czas, a ich właścicielki są pozytywnie zakręconymi dziewczynami z którymi dzielę pasję, jednak ja w przeciwieństwie do nich wolę się nią dzielić na blogu niż przed kamerą;) 

Pojawi się seria takich wpisów, ponieważ godnych polecenia kanałów nie jest mało. Kolejność nie ma tu żadnego znaczenia, bowiem każdy z nich oglądam z taką samą przyjemnością. 

Jeżeli znacie jakieś nowe kanały na YT dot. urody, które są według Was warte uwagi, to koniecznie dajcie mi znać w komentarzu.

1. Nissiax83's Channel
To właśnie ten kanał był pierwszym "urodowym" na jaki trafiłam. Pamiętam jak kilka lat temu odpaliłam pierwszy filmik Nissiax i przepadłam, oglądałam wszystkie jej filmiki przez całą noc. Bardzo spodobało mi się to, że mówi swobodnie z dużą naturalnością i szanuje swoich widzów, ponadto posiada dużą wiedzę na temat zabiegów kosmetycznych. Na swoim kanale zamieszcza recenzje, porady dot. urody i filmy lifestylowe. Choć nie tak często jak dawniej, to zawsze z dużą ciekawością zaglądam na kanał, który jak sądzę, miał niemały wkład w zaszczepieniu we mnie pasji w pogłębianiu wiedzy o kosmetykach.

Najnowsze wideo Nissiax:

2. Panna Joanna Make Up
Joasia jest prawdziwym wulkanem pozytywnej energii. Zawsze kiedy odpalam jej filmiki na mojej twarzy pojawia się uśmiech od ucha do ucha. To właśnie jeden z tych kanałów, na którym można się poczuć jak na pogaduchach u koleżanki. Asia sprawia wrażenie wyluzowanej osoby z fajnym podejściem do życia i otaczającego świata. Na oczach wszystkich widzów przeszła niesamowitą metamorfozę, to właśnie na swoim przykładzie pokazuje, że warto pokochać siebie ze wszystkimi niedoskonałościami. Ja również zgadzam się ze stwierdzeniem, że każda kobieta bez względu na wagę, rozstępy czy cellulit jest piękna, dlatego vlogi Asi na temat samoakceptacji polecam każdej z Was. Już na samym początku, czyli jakieś 2 lata temu, urzekła mnie jej otwartość oraz szczerość i niezmiennie cenię w niej te cechy po dziś dzień.

Wklejam jeden z vlogów o samoakceptacji- wato obejrzeć!


3. All I need is love and great shoes
Kanał Sporo młodszy od wyżej prezentowanych, mimo to szturmem zdobył serca wielu kobiet. LGS prowadzą dwie dziewczyny,przyjaciółki- Kasia i Justyna. Kasia jest wielką pasjonatką mody, na kanale znajdziecie mnóstwo strojów dnia w jej wykonaniu, które ja zdecydowanie wolę oglądać na ich blogu w formie zdjęć, bo to właśnie tam można przyjrzeć się wszystkim detalom, ponadto ciekawostką jest to, że w ślicznej Kasi wiele osób dostrzega podobieństwo do Vanessy Paradis. Justynie o wiele bliższa jest tematyka wizażu, wykonuje piękne makijaże i udziela wielu przydatnych porad, np. jak dobrać idealną czerwoną szminkę lub jak wykonać makijaż inspirowany gwiazdami. Dziewczyny lubię tym bardziej, że mieszkają w Lublinie ;))


Na dziś to wszystko, wkrótce kolejny post z cyklu "polecam". Koniecznie napiszcie mi co sądzicie o powyższych kanałach.

sobota, 29 czerwca 2013

Paznokcie: ozłocona klasyka

Sesja zdana, teraz zostało mi odliczanie dni do obrony. Wczoraj cieszyłam się pierwszymi wolnymi chwilami od kilku tygodni i postanowiłam w tym czasie skupić się całkowicie na sobie, czasem potrzebna jest nutka egoizmu ;) Na początku było małe SPA dla ciała, a później zajęłam się paznokciami. Ostatnio nosiłam na nich tylko odżywkę, więc kolor okazał się baaardzo miłą odmianą. Tym samym premierę na blogu mają dwa nowe lakiery. Miał być jeden, a wyszło jak zwykle... do Inglota poszłam z zamiarem kupna cielistego odcienia (874), idealnego na egzaminy, ale skusiłam się również na piękny czekoladowy brąz (975). Postanowiłam zestawić je ze sobą, jednak czegoś mi brakowało i przypomniałam sobie o ozdobach, które dostałam kiedyś w prezencie od Asi z bloga Zakupowe Bestie (pozdrawiam Cię Kochana). Dżety dodały pazura i okazały się idealnym dopełnieniem. Połączenie beżu, brązu i złota, to klasyka, która zawsze się sprawdza.

środa, 5 czerwca 2013

Marokańskie bogactwo w pielęgnacji włosów od Joanny

Od kilku tygodni na mojej półce w łazience króluje trio do włosów Argan Oil, a wszystko to za sprawą rodzimej marki Joanna, która wprowadziła niedawno na rynek nową linię Argan Oil- wzbogaconą o olejek arganowy. 
Obecnie nastała moda na tzw. złoto maroka, można znaleźć go w wielu różnych kosmetykach zarówno do pielęgnacji włosów jak i ciała. Zwykle kosmetyki z jego zawartością zaliczają się do średniego lub wyższego przedziału cenowego, a Joanna słynąca z rozsądnych cen wyszła na przeciw oczekiwaniom mniej zasobnych portfeli i włosomaniaczkom uzupełniającym swe zbiory kosmetyczne o ciągłe nowości. Rzecz jasna wszystko zależy od zawartości olejku w składzie, w kosmetykach Joanna niestety znajduje się mniej więcej w połowie składu- prosimy o więcej ;)


Linia Argan Oil przeznaczona jest do włosów wymagających specjalnej pielęgnacji, suchych, zniszczonych, przesuszonych i pozbawionych blasku- czyli dokładnie takich jak moje. Mimo starannej pielęgnacji moje kosmyki z racji długości są nieco zniszczone na końcach, ale coś z czym od zawsze walczę jest ich suchość i puszenie się. Jeżeli jesteście ciekawe, czy linia Argan Oil podołała wymaganiom moich włosów- zapraszam do lektury.

Szampon


Obietnice producenta                                                                                                                      
Szampon doskonale myje i pielęgnuje zniszczone i przesuszone partie włosów oraz rozdwajające się końcówki. Wygładza włókna włosów przywracając im zmysłowy połysk i nadaje włosom miękkość i witalność. Cudownie krystaliczna konsystencja i piękny zapach sprawią, że mycie włosów stanie się wyjątkowym rytuałem przywracającym naturalne piękno.

Skład                                                                                                                                                       
AQUA, SODIUM LAURETH SULFATE, COCAMIDOPROPYL BETAINE, COCAMIDOPROPYLAMIDE OXIDE, COCAMIDE DEA, SOYAMIDE DEA, PEG-7 GLYCERYL COCOATE, POLYQUATERNIUM-10, PEG-120 METHYL GLUCOSE DIOLEATE, PEG-40 HYDROGENATED CASTOR OIL, LAURETH-10, SODIUM LAURETH-5 CARBOXYLATE, ARGANIA SPINOSA KERNEL OIL, SODIUM CHLORIDE, CITRIC ACID, DISODIUM EDTA, PARFUM, HEXYL CINNAMAL, LIMONENE, DMDM HYDANTOIN, METHYLCHLOROISOTHIAZOLINONE, METHYLISOTHIAZOLINONE, CI:19140, CI:17200.

Moja opinia                                                                                                                                          
Szampon delikatnie, ale dokładnie oczyszcza skórę głowy i włosy. Jest klarowny, ma rzadką konsystencję, która jest przyczyną "uciekania" produktu przez palce, przez co kosmetyk traci nieco na wydajności. Dzięki obecności SLS w składzie dobrze się pieni. 

Odżywka

Obietnice producenta                                                                                                                      
Odżywka z linii Argan Oil przeznaczona jest do włosów potrzebujących szczególnej pielęgnacji. Jej skład został wzbogacony olejek arganowy uzyskiwany z upraw ekologicznych i  posiadający certyfikat Ecocert. Olejek ten - zwany także płynnym złotem Maroka - sprawia, że odżywka regeneruje zniszczone i przesuszone włosy, a także rozdwajające się końcówki. Przywraca włosom witalność i przepiękny blask.

Skład                                                                                                                                                       

AQUA, CETEARYL ALCOHOL, DIMETHICONE, GLYCERIN, QUATERNIUM-91, CETRIMONIUM METHOSULFATE, ARGANIA SPINOSA KERNEL OIL, TRIETHANOLAMINE, PARFUM, HEXYL CINNAMAL, METHYLCHLOROISOTHIAZOLINONE, METHYLISOTHIAZOLINONE, CI: 19140, CI: 17200. 


Moja opinia                                                                                                                                          
Odżywka Argan Oil już przy pierwszym użyciu zachwyciła mnie swoją treściwą konsystencją. Jest gęsta, ale równocześnie bardzo wydajna. Niewielka ilość wystarcza na pokrycie włosów i dokładne wmasowanie w każde pasmo. Ja odżywkę stosuję na dwa sposoby, błyskawicznie i pod czepkiem. Kiedy zależy mi na czasie odżywkę trzymam na włosach 1-2 minuty, ale moim ulubionym sposobem jest nałożenie odżywki na 10 minut pod czepek foliowy, właśnie wtedy pokazuje wszystkie swoje najlepsze cechy.

Odżywka ułatwia rozczesywanie na tyle, że mogłam zrezygnować z dodatkowej odżywki w sprayu przed rozczesywaniem. Włosy są bardzo miękkie, puszyste oraz delikatnie wygładzone. Odżywka dobrze dociąża moje włosy i dodaje połysku. Polubiłam ją!

Serum do końcówek 

Obietnice producenta                                                                                                                      
Serum na końcówki włosów Argan Oil przeznaczone jest do włosów suchych i zniszczonych wymagających szczególnej pielęgnacji.
Receptura serum zawiera niezwykle cenny we właściwości pielęgnujące olejek arganowy uzyskiwany  z upraw ekologicznych i posiadający certyfikat Ecocert.
Serum regeneruje nawet najbardziej zniszczone i przesuszone końcówki, redukuje łamliwość i wygładza włókna włosów przywracając im zdrowy połysk i miękkość.

Skład                                                                                                                                                       
AQUA, CYCLOPENTASILOXANE, ISOPROPYL MYRISTATE, DIMETHICONOL, PROPYLENE GLYCOL, CYCLOHEXASILOXANE, POLYQUATERINUM-37, PHENYL TIRMETHICONE,PROPYLENE GLYCOL DICAPRYLATE/DICAPRATE, ARGANIASPINOSA KERNEL OIL, POLYQUATERNIUM-10, PANTHENOL, HYDROXYETHYLCELLULOSE, PPG-1 TRIDECETH-6, DISODIUM EDTA, TRIETHANOLAMINE, PARFUM, AMYL CINNAMAL, HEXYL CINNAMAL, LIMONENE, DMDMHYDANTOIN, METHYLCHLOROISOTHIAZOLINONE, METHYLISOTHIAZOLINONE, CI:19140, CI: 17200.

Moja opinia                                                                                                                                          
Serum stosuję zarówno na mokre jak i na suche włosy. Na mokre- przed suszeniem, zmiękcza włosy i sprawia, że lepiej się układają. Na suche- do wykończenia fryzury. Stosuję go tylko na końcówki, ponieważ w przypadku wygładzania większych partii, obciąża i sprawia, że włosy wyglądają na nieświeże. Serum ma przyjemną gęstą i tłustawą konsystencję i wspaniały zapach, jednak to nie wystarczy do zyskania sobie miana ulubieńca. 

Większe zastrzeżenia mam jedynie do opakowania, a konkretnie klapki- którą ciężko otworzyć i dokładnie zamknąć. 
Krótkie podsumowanie                                                                                                                   
Cała seria Argan Oil ma opatrzona została przyjemną dla oka szatą graficzną, utrzymaną w eleganckiej kolorystyce- beż, brąz i złoto. Opakowania są poręczne, wygodnie trzyma się je w dłoni .

Kosmetyki mają piękny delikatnie karmelowy zapach, który jeszcze długo po umyciu utrzymuje się na włosach.

Najbardziej z całej linii Argan Oil przypadła mi do gustu odżywka do spłukiwania, która dobrze działa na moje włosy pozostawiona jako maska, z pewnością będę do niej często wracała. Miałam już kilka odżywek do włosów z Joanny, a ta jest moim zdecydowanym faworytem.

Mam jedno zastrzeżenie do kosmetyków Argan Oil, bowiem producent obiecuje ochronę przed puszeniem się- niestety nie dane mi było doświadczyć tego na moich włosach, puszyły się tak samo jak przy użyciu innych kosmetyków.


 Gdzie kupić?                                                                                                                                       
Drogerie i sklep internetowy Joanny- twa promocja na kosmetyki Argan Oil

W skład linii Argan Oil wchodzą:

  • Szampon ok. 6zł/200g
  • Odżywka ok. 6zł/200g
  • Maseczka ok. 7zł/150g
  • Odżywka dwufazowa ok. 8zł/100ml
  • Serum na końcówki ok. 6zł/50g
  • Jedwabisty eliksir ok. 15zł/30ml

Co myślicie o kosmetykach Argan Oil? 

środa, 1 maja 2013

Farbka do ust Sleek

Wreszcie nadszedł długo oczekiwany majowy weekend, dla jednych chwila odpoczynku, dla innych czas pisania prac licencjackich i magisterskich. Bez względu na ów podział z pewnością wszyscy czekaliśmy na zapowiadane wcześniej upały, niestety pogoda zrobiła nam psikusa i zamiast 30 stopni termometry wskazują tylko 13. Jak już pisałam na moim fb przy takiej aurze pozostaje mi życzyć Wam pogody ducha i zaprosić na post, którym mam zamiar pokolorować nieco rzeczywistość. Początek będzie "śpiewający"...

Piszesz mi w liście, że kiedy pada,
kiedy nasturcje na deszczu mokną,
Siadasz przy stole, wyjmujesz farby
i kolorowe otwierasz okno. 
(frag. piosenki "Chodź pomaluj mój świat")

Dzisiejszego dnia wszystko się zgadza z powyższym opisem, właściwie to w ostatnim czasie codziennie wyjmuję jedną farbę- a konkretnie farbkę do ust Sleek Pout Paint. 
 
Sleek oferuje aż 9 kolorów farbek, ale w rzeczywistości mogą być ich setki, ponieważ farbki można ze sobą dowolnie mieszać, ograniczeniem może okazać się tylko wyobraźnia. Same możemy stworzyć własny wachlarz barw i co najfajniejsze wystarczy kilka farbek i głowa pełna pomysłów. 

Ja wybrałam odcień Minx cukierkowy róż, który na ustach wygląda naturalnie i nienachalnie. Z kolorem trafiłam w dziesiątkę, ponieważ pasuje do wielu makijaży.


Farbka w pełni kryje kolorem i nadaje efekt "mokrych ust"- który osobiście bardzo lubię, usta wydają się pełniejsze. Po odciśnięciu ust w chusteczkę paint pout zamienia się w półmat.
Intensywność koloru zależy od ilości nałożonego produktu, do pokrycia całych ust wystarczy niewielka kropla. Tu warto wspomnieć o wydajności, która jest imponująca, mam wrażenie że kosmetyku wcale nie ubywa z tubki.
Nazwa farbka do ust na samym początku skojarzyła mi się z trwałością, niestety trochę się zawiodłam, bo sleekowy wynalazek utrzymuje się na moich ustach do 2 godzin, czyli jest przeciętniakiem. 


Zaraz po aplikacji kosmetyk jest mokry i łatwo go rozmazać, dopiero po kilkunastu minutach delikatnie wnika w usta i zyskuje na trwałości, co najważniejsze cały czas kolor jest tak samo intensywny jak na początku. 


Do aplikacji najwygodniejszy będzie niewielki pędzelek. Precyzja i oszczędność w nakładaniu produktu są niezbędne. Lepiej nałożyć kropelkę na środek dolnej wargi i delikatnie rozprowadzić na całych ustach, a w razie potrzeby dokładać farbkę, niż nałożyć za dużą ilość która rozleje się poza kontury. 
Konsystencja farbki przypomina gęsty błyszczyk, a zapach jest delikatnie owocowy- umila aplikację. Noszenie jej na ustach nie sprawia żadnego dyskomfortu, farbka jest lekka i nie skleja ust.


Farbka okazała się być ciekawą alternatywą dla tradycyjnych błyszczyków. Ze względu na uniwersalny kolor często po nią sięgam. W ciągu dnia najchętniej delikatnie wklepuję niewielką ilość w usta, aby nadać błysku i delikatnie podkreślić wargi. Zanim jednak przystąpimy do aplikacji warto dokładnie wypielęgnować usta. Farbka bezlitośnie podkreśla suche skórki. Dlatego najpierw nakładamy na usta nawilżający balsam, później farbkę, a następnie cieszymy się niesamowitym efektem. 
 
Dodatkowe informacje: 
Producent: Sleek Make Up 
Pojemność: 8ml 
Cena: 28,99zł (obecnie w promocji 25,99zł na kosmetykomania.pl) 
Termin przydatności: 12 miesięcy od otwarcia


wtorek, 16 kwietnia 2013

Paznokcie: Prosto z Manhattan-u

Ozdoby na paznokciach są u mnie prawdziwą rzadkością, ale ostatnio przez cały tydzień oswajałam "łańcuchy" z Manhattan. Zdradzę Wam, że finalnie przypadły mi do gustu. 
Ozdobne naklejki na paznokcie to dobry wybór jeżeli zależy nam na błyskawicznym urozmaiceniu manicuru lub gdy brakuje nam umiejętności manualnych potrzebnych do tworzenia misternych wzorków. Dzięki naklejkom uzyskujemy ciekawy i trwały efekt za małe pieniądze (3,99zł ezebra).

Jak używać naklejek Manhattan, krok po kroku:
1. Pomaluj paznokcie na ulubiony kolor i poczekaj aż wyschnie.
2. Wybierz motyw i odetnij odpowiednią długość dla twoich paznokci.
3. Przyłóż naklejkę do paznokcia i delikatnie dociśnij. Upewnij się że z każdej strony dolega do paznokcia, zwróć szczególną uwagę na nasadę i wolny brzeg paznokcia. Ważne jest aby w tych miejscach naklejka dokładnie dolegała, bo w przeciwnym razie może się zadzierać.
4. Pokryj paznokcie utwardzaczem. Ja użyłam Seche Vite i wzorki trzymały się przez tydzień.
Pamiętam jak kilka lat temu panowała moda na bardziej lub mniej wymyślne naklejki na paznokcie. Sama miałam kilka różnych zestawów i choć różniły się wzorem wszystkie miały jedną cechę wspólną- były irytująco nietrwałe. Po kilku godzinach odklejały się, a raz nawet zdarzyło się że mimowolnie "powędrowały" po moim ubraniu (haczyły o sweterek i już na nim zostawały :/). Wtedy zakończyła się moja przygoda z wszelkiego rodzaju ozdobami, zrezygnowałam z nich na długi czas. 

Ostatnio w moje ręce wpadły naklejki Manhattan jednak z powyższych względów długo czekały na swoją premierę. Malując paznokcie czarnym lakierem wpadłam na pomysł, żeby dodać im jakiegoś oryginalnego akcentu i sięgnęłam po naklejki. Proces zdobienia jest banalnie prosty i trwa dosłownie kilka sekund (patrz wyżej: krok po kroku). Na koniec pomalowałam paznokcie utwardzaczem i przez tydzień cieszyłam się moim "łańcuchowym" zdobieniem

Naklejki pozostały na paznokciach w nienaruszonym stanie bez względu na wykonywane czynności. Najważniejsze jest to, że utrzymały się na miejscu bez jakiegokolwiek uszczerbku, nie odklejały się ani nie zadzierały. Przez cały czas były takiego samego koloru- nie ulegały odbarwieniu.  

Naklejki Manhattan są ciekawą i trwałą ozdobą, jeżeli lubicie takie gadżety lub szukacie czegoś na specjalne okazje będzie to dobry wybór. Każda z nas bez względu na umiejętności może z ich pomocą stworzyć zadziorny i rockowy styl.

środa, 10 kwietnia 2013

Zarumieniłam się. Róż do policzków Miyo

Róż do policzków to kosmetyk wielozadaniowy: odmładza, rozświetla cerę i podkreśla kości policzkowe. Warto się z nim zaprzyjaźnić, bo dodaje dziewczęcego uroku i świeżości. Ja preferuję delikatne barwy na policzkach. Jasny róż dobrze wygląda na mojej jasnej cerze, ostatnio wyjątkowo często sięgam po róż Miyo w odcieniu Peach (no 1).

Cena: 7,99zł/5g

Odcień Peach to nie brzoskwinia jak może sugerować nazwa, ale piękny jasny róż. Kolor jest bardzo uniwersalny, lekki i delikatny, pasuje do każdego makijażu i niemal każdej cery.



Róż jest dobrze napigmentowany i delikatnie sprasowany, wystarczy delikatnie przyłożyć pędzelek żeby nabrać odpowiednią ilość. 

Efekt możemy stopniować, nawet osoby rozpoczynające przygodę z makijażem nie będą miały problemów z nałożeniem zbyt dużej ilości produktu. Dobrze się z nim współpracuje nie zbiera się na twarzy, nie robi plam.
Jest bardzo lekki dla cery, nie spowodował wyprysków, nie podrażnia ani nie uczula. 
Trwałość jest standardowa (dla mojej cery), w połowie dnia wymagane są poprawki, ponieważ kolor traci na intensywności.

Opakowanie jest małe, bardzo lekkie wprost stworzone do damskiej torebki. Niestety wykonane ze słabej jakości plastiku, wolę nawet nie myśleć co by się stało gdyby kosmetyk spadł na podłogę.  



Mając na uwadze tę kategorię cenową róż Miyo jest bezkonkurencyjny. Za niewielką cenę możemy sobie pozwolić na przetestowanie odcieni z całej palety (4 warianty kolorystyczne) i wybrać swój ulubiony. Piękne kolory, wydajność i łatwość w aplikacji przemawiają na jego korzyść. Jedno muśnięcie pędzlem i delikatny, świeży wygląd gotowy.


Dziewczyny, nareszcie możemy z optymizmem spojrzeć w przyszłość, pogodową oczywiście. Wiosna zbliża się wielkimi krokami. Już nie mogę się doczekać, w szafie czekają wiosenne ciuszki. Dajcie znać czy do Was j zawitała ;)
Zapraszam na mojego facebooka- bądźmy w kontakcie! 

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Słońce z tubki

Zanim nadejdą ciepłe dni warto zadbać z większą starannością o swoje ciało. Skóra przez całą zimę skrzętnie chowana pod ubraniami mogła stać się ziemista, a częste zmiany temperatur mogły spowodować przesuszenia. Wraz ze zmianą garderoby na wiosenną odkrywamy więcej ciała, nie możemy pozwolić sobie na żadne niedociągnięcia. Ciało musi być wypielęgnowane i gładkie mamy się w nim dobrze czuć i wzbudzać zachwyt. Ja oprócz standardowej pielęgnacji do której zalicza się peeling do ciała, balsam oraz masło wiosną wzbogacam ją o kosmetyk brązujący.

Lubię efekt skóry muśniętej słońcem, opalenizna z tubki jest bezpieczna i wygodna, ponadto może wyglądać równie pięknie jak ta naturalna. Warto pamiętać, że również w jej przypadku zalecany jest umiar i indywidualne dopasowanie właściwego odcienia. Balsamy z samoopalaczem pielęgnują i stopniowo nadają skórze brązowy kolor, same decydujemy jak bardzo chcemy być "opalone". Jak powszechnie wiadomo słońce i solarium powodują przyspieszenie procesu starzenia się skóry i powstawanie przebarwień, w tym przypadku balsamy brązujące tryumfują, bo są bezpieczne.

Balsam brązujący jest najlepszą opcją dla początkujących, łatwo go precyzyjnie rozprowadzić oraz samemu decydować o intensywności koloru. Samoopalacz jest trudniejszy w obsłudze, ponieważ w przypadku niewłaściwej aplikacji mogą powstać smugi i plamy. 

L´Oréal Paris Body-Expertise Nutri Bronze nawilżające mleczko do ciała


Vichy Capital Soleil Auto bronzant samoopalające mleczko  do ciała

 

Zanim użyjesz balsamu brązującego koniecznie pozbądź się martwego naskórka peelingując ciało. Później codziennie po kąpieli wsmaruj w ciało balsam brązujący, a po 2-3 dniach będziesz mogła zaobserwować pożądany efekt skóry muśniętej słońcem. Kosmetyki te zawierają niewielką ilość (w porównaniu do samoopalacza) substancji nadających skórze kolor opalenizny i sprawiają, że pojawia się powoli i wygląda bardzo naturalnie. 

Nawet w przypadku balsamu ważne jest jego dokładnie rozsmarowanie, szczególna uwagę należy poświęcić kolanom i łokciom, sucha skóra może zabarwic się na ciemniejszy kolor.

Do "opalania" twarzy można sięgnąć po krem lub chusteczkę nasączoną samoopalaczem. Nie należy do twarzy używać tego samego kosmetyku co do ciała, ponieważ może być za ciężki i spowodować powstanie wyprysków. Kremy łączą w sobie właściwości pielęgnacyjne i opalające.

Mary Kay Subtle krem samoopalający do wszystkich rodzajów skóry

La Roche-Posay Autohelios krem samoopalający dla cery wrażliwej

Decydując się na chusteczkę samoopalającą wcześniej należy twarz posmarować kremem nawilżającym, poczekać aż dobrze się wchłonie, następnie nakładać kosmetyk od środka twarzy i delikatnie rozsmarowywać na boki. Dodatkowo chusteczka samoopalająca jest idealna w podróż, zajmuje mało miejsca.

Vichy Capital Soleil Auto bronzant chusteczki samoopalające

Opalenizna z tubki jest trendy, bo modny jest rozsądek i umiar. Pięknie opalone ciało w kilka dni, bez ryzyka uszkodzenia skóry mnie to w zupełności przekonuje do pozostania przy kosmetykach samoopalających, a Ciebie?

Kosmetyki pochodzą ze sklepu iperfumy.pl

sobota, 6 kwietnia 2013

Mój pierwszy raz z Henną Khadi

Od mojego pierwszego hennowania minęły już dwa tygodnie. Dziś pragnę się z Wami podzielić moimi wrażeniami i przedstawić fotorelację z całego przedsięwzięcia. Zapraszam do czytania!


Włosy ostatni raz farbą chemiczną farbowałam 10 miesięcy temu, kolor bardzo szybko się zmył, a ja postanowiłam dać włosom czas na regenerację i zrezygnowałam z farbowania. Po tym czasie zapragnęłam zmiany i zaczytując się w różnych artykułach dotyczących farbowania "ziółkami", zdecydowałam się sięgnąć po hennę Khadi. Wybrałam tę w odcieniu orzechowego brązu i mimo, że spodziewałam się ciemniejszego koloru to wiem, że przy hennie już zostanę, pozwolę sobie jedynie na eksperymentowanie z kolorami. 

Tydzień przed hennowaniem dokładnie oczyściłam włosy z silikonów, użyłam do tego celu szamponu z Barwy tatarako-chmielowego. Włosy były tak oczyszczone, że skrzypiały podczas mycia ;) Niżej możecie zobaczyć jak wyglądały przed farbowaniem henną.


Zabawa w "małego chemika" rozpoczęła się w sobotę wieczorem. Przygotowałam szklaną miseczkę, drewnianą łyżkę, herbatę i odżywkę Alterra. 


Najpierw zagotowałam wodę, wrzuciłam torebkę czarnej herbaty (dla intensywności koloru) i odstawiłam na kilka chwil, aż osiągnęła pożądaną temperaturę. Później wsypałam hennę do naczynka, dodałam łyżkę odżywki, stopniowo dolewałam herbatę i dokładnie wymieszałam. 


Po kilkunastu minutach, ręka rozbolała i odmówiła współpracy (można pomóc sobie mikserem, ale moi domownicy już spali), ale na szczęście papka uzyskała odpowiednią konsystencję, grudki zostały rozmieszane i mogłam odstawić hennę na nocne "leżakowanie". Zawinęłam miseczkę z henną folią spożywczą, a następnie w ściereczkę kuchenną i odstawiłam na kuchenną szafkę na 12 godzin w celu utlenienia mieszanki.

1,2,3- etapy mieszania 4-henna po nocnym utlenianiu
Rano umyłam włosy szamponem z SLS, wysuszyłam i z pomocą mamy nałożyłam hennę na włosy. Później zebrałam włosy na czubku głowy, owinęłam folią spożywczą i ręcznikiem. W gustownym turbanie chodziłam po domu przez 4 godziny.  


Przez ten czas towarzyszył mi specyficzny zapach henny, który przypomina mokre siano, nie zadziałał na mnie negatywnie. Chyba się nawet do niego przyzwyczaiłam, bo po kilku godzinach był niemal niewyczuwalny. 


Ważne jest aby później dokładnie spłukać proszek z włosów, moje płukanie trwało kilka minut, bo przez długi czas leciała z włosów intensywnie zabarwiona woda. Po osuszeniu włosów ręcznikiem, zostawiłam je do wyschnięcia i delikatnie rozczesałam. To chyba była czynność której najbardziej się obawiałam, ale włosy udało mi się rozczesać bez większych problemów, myślę że była to zasługa dodanej wcześniej do mieszanki odżywki.

Kiedy po wyschnięciu zobaczyłam kolor swoich włosów byłam w szoku, byłam ruda jak wokalista Simply Red ;) Na szczęście w ciągu kilku kolejnych godzin kolor wyraźnie się pogłębiał i nabierał ciemniejszych tonów.  

Włosy po hennowaniu nabrały objętości i blasku, pięknie mienią się w słońcu. Co najważniejsze siwe włosy zostały pokryte w 100%. Orzechowy brąz jest bardzo ładnym, wielowymiarowym kolorem, jednak ja przy kolejnym farbowaniu zdecyduję się na ciemny brąz.

Włosy są lekko wilgotne i przesuszone, co jest naturalną reakcją na hennę.
Niestety kolor przy każdym myciu wymywa się, ale podobno po pierwszych farbowaniach henna może zmyć się całkowicie. To mnie w żadnym stopniu nie zniechęca, ponieważ mam pewność, że znalazłam najlepszą dla moich włosów metodę farbowania. Traktuję włosy naturalnymi i dobrze wpływającymi na ich stan ziółkami. Henna Khadi jest w 100% naturalna. Farbom chemicznym mówię Bye! Bye!

Skład henny Khadi orzechowy brąz:
  • Indigofera Tinctoria (Indigo)
  • Lawsonia Inermis (Henna)
  • Emblica Officinalis (Amla)
  • Eclipta Alba (Bhringaraj)
  • Azadirachta Indica (Neem)
PRZED I PO
włosy są tej samej długości, miałam różnych fotografów ;)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...