Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pierre Rene. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pierre Rene. Pokaż wszystkie posty

środa, 10 kwietnia 2013

Zarumieniłam się. Róż do policzków Miyo

Róż do policzków to kosmetyk wielozadaniowy: odmładza, rozświetla cerę i podkreśla kości policzkowe. Warto się z nim zaprzyjaźnić, bo dodaje dziewczęcego uroku i świeżości. Ja preferuję delikatne barwy na policzkach. Jasny róż dobrze wygląda na mojej jasnej cerze, ostatnio wyjątkowo często sięgam po róż Miyo w odcieniu Peach (no 1).

Cena: 7,99zł/5g

Odcień Peach to nie brzoskwinia jak może sugerować nazwa, ale piękny jasny róż. Kolor jest bardzo uniwersalny, lekki i delikatny, pasuje do każdego makijażu i niemal każdej cery.



Róż jest dobrze napigmentowany i delikatnie sprasowany, wystarczy delikatnie przyłożyć pędzelek żeby nabrać odpowiednią ilość. 

Efekt możemy stopniować, nawet osoby rozpoczynające przygodę z makijażem nie będą miały problemów z nałożeniem zbyt dużej ilości produktu. Dobrze się z nim współpracuje nie zbiera się na twarzy, nie robi plam.
Jest bardzo lekki dla cery, nie spowodował wyprysków, nie podrażnia ani nie uczula. 
Trwałość jest standardowa (dla mojej cery), w połowie dnia wymagane są poprawki, ponieważ kolor traci na intensywności.

Opakowanie jest małe, bardzo lekkie wprost stworzone do damskiej torebki. Niestety wykonane ze słabej jakości plastiku, wolę nawet nie myśleć co by się stało gdyby kosmetyk spadł na podłogę.  



Mając na uwadze tę kategorię cenową róż Miyo jest bezkonkurencyjny. Za niewielką cenę możemy sobie pozwolić na przetestowanie odcieni z całej palety (4 warianty kolorystyczne) i wybrać swój ulubiony. Piękne kolory, wydajność i łatwość w aplikacji przemawiają na jego korzyść. Jedno muśnięcie pędzlem i delikatny, świeży wygląd gotowy.


Dziewczyny, nareszcie możemy z optymizmem spojrzeć w przyszłość, pogodową oczywiście. Wiosna zbliża się wielkimi krokami. Już nie mogę się doczekać, w szafie czekają wiosenne ciuszki. Dajcie znać czy do Was już zawitała ;)
Zapraszam na mojego facebooka- bądźmy w kontakcie! 

wtorek, 30 października 2012

Makijażowy come back

Dawno, dawno temu pojawiały się blogu makijaże... dziś znów przyszedł mi do głowy pomysł i postanowiłam urozmaicić nieco treść bloga, pragnę powrócić do pokazywania i poddawania Waszej ocenie moich makijaży. Jednak zdjęcia oka to już przeszłość od tej chwili możecie zobaczyć jak prezentuje się makijaż w całości. Pomyślałam, że tego typu posty pomogą również mi doskonalić swoje umiejętności. Czekam na Wasze sugestie i opinie :)

Dziś premierowo delikatny makijaż w brązach z nutką ciemnej szarości, wyjątkowo zrezygnowałam z wyrazistej czarnej kreski nad górną linią rzęs na rzecz delikatnej linii nakreślonej od połowy do zewnętrznego kącika górnej powieki, mocno roztartej cieniem. Twarz delikatnie zmatowiłam, wykonturowałam bronzerem i dodałam nieco rumieńców za pomocą cukierkowego różu do policzków. 


Poniżej kosmetyki których używałam. 
Twarz:
1. Podkład Pierre Rene Skin Balance
2. Puder My Secret 
3. Bronzer Catrice L.E. Cucuba
4. Róż do policzków Miyo nr 1 Peach
Oczy:
1. Baza pod cienie Hean 
2. Cienie do powiek: Celia nr 25; Neutrogena Shell 30 (jasny cień do rozświetlenia łuku brwiowego i wewnętrznego kącika oka); Vipera Pocket 859; Miss Sporty 101 Night; Miyo 05 Gold Dust
3. Eyeliner w żelu Pierre Rene (czarny)
4. Tusz do rzęs L'Oreal Extra- Volume Collagene
Usta:
Błyszczyk Celia Woman

Dziewczyny, macie jakieś sprawdzone sposoby na fotografowanie makijażu? Czekam na rady.

niedziela, 28 października 2012

Słów kilka o bronzerze- kosmetyku wielofuncyjnym+ Recenzja: Pierre Rene Powder Balls

Bronzer to kosmetyk z którym nie roztaję się bez względu na porę roku. Kosmetyk- "narzędzie" doskonałe do modelowania twarzy, nadawania zdrowego kolorytu a tym samym ukrywania oznak zmęczenia cery. Warto przyswoić sobie kilka podstawowych zasad używania i doboru właściwego kosmetyku. Na rynku dostępne są bronzery w kamieniu, kulkach- perełkach oraz w formie sypkiego pudru. Gwarantuję Wam że po pierwszym użyciu, będzie towarzyszył Wam już zawsze- tak też było w moim przypadku. 
                                                               Jak nakładać bronzer?                                                     
W kwestii aplikacji kosmetyku istnieje jedna podstawowa zasada "im mniej tym lepiej", pożądamy jak najbardziej naturalnego wyglądu, dlatego kosmetyk bezpieczniej nakładać jest w niewielkich ilościach, wtedy o wiele łatwiej jest stopniować efekt. Bronzer zawsze nakładamy na przypudrowaną twarz, ułatwi to aplikację produktu i jego rozcieranie- unikniemy nieestetycznych plam koloru. Warto również poświęcić chwilę na dokładne roztarcie produktu, aby nie odznaczał się na tle cery w postaci pasma koloru poprowadzonego przez policzek. Czasem warto również musnąć delikatnie pędzlem szyję i dekolt. 

                                                             Gdzie nakładać bronzer?                                                  
Najlepiej na te miejsca na twarzy, które najszybciej się opalają, czyli: policzki, czubek nosa i brody, skronie. Jest to nie tylko sposób na delikatne "opalenie" twarzy, ale również pożądane wymodelowanie i podkreślenie atutów twarzy. Bronzerem zaznaczamy miejsca wymagające optycznego wysmuklenia, zmniejszenia lub ukrycia. 
Sięgając po bronzer nie musimy wcale rezygnować z używania różu. Te dwa kosmetyki świetnie ze sobą współgrają, wysmuklenie policzków bronzerem i delikatnie podkreślenie szczytów kości policzkowych różem to świetny sposób na dodatkowe ożywienie twarzy i dodanie rysom wyrazistości.

                                                                  Jak dobrać bronzer?                                                       
Wybór odcienia jest bardzo ważną kwestią, należy zasugerować się naturalnym odcieniem skóry oraz tym po opalaniu. Najlepszy będzie bronzer w kolorze jak najbardziej zbliżonym do naturalnej opalenizny. Posiadaczki bardzo jasnej karnacji powinny wybierać bronzery w odcieniu bladego beżu z pudrowo- złotymi refleksami. Osoby o cerze oliwkowej mogą pozwolić sobie na cieplejsze i nieco ciemniejsze odcienie ze złotymi refleksami.


                                  Kilka słów o jednym z moich bronzerów- RECENZJA                                     
 Pierre Rene Powder Balls 
 W swoim kuferku mam kilka bronzerów, ale przez całe minione lato niemal każdego dnia sięgałam po bronzer w formie kuleczek od Pierre Rene, obecnie przerzuciłam się na nieco lżejszy odcień idealny na tę porę roku dla bladziochów o którym pisałam TU.Podczas wakacyjnego wyjazdu kuleczki okazały się być kosmetykiem wielofunkcyjnym, używałam ich zgodnie z podstawową funkcją do konturowania twarzy, ale spisywały się również jako cienie do powiek. 
Puder w kulkach Powder Balls od Pierre Rene dostepny jest w dwóch wersjach kolorystycznych: jasnej- rozświetlającej w odcieniu Natural 04 oraz bronzującej Bronze 03. Ja na lato wybrałam odcień Bronze i to była świetna decyzja. 
Wielobarwne kuleczki zamknięte są w opakowaniu na pozór wielofunkcyjnym. W jego górnej części znajduje się dosyć spory pędzel do aplikacji kosmetyku, w dolnej sam już kosmetyk. Napisałam na pozór wielofunkcyjnym, bo w rzeczywistości pędzel okazał się tylko zbędnym gadżetem, sam pomysł jego umieszczenia jest ok natomiast on sam okazał się niezdolny do współpracy, jego twarde i mocno zbite włosie uniemożliwiało aplikację i rozcieranie produktu na skórze. Na szczęście jedyny mankament to niefortunny pędzelek, kuleczki są bardzo dobrej jakości.
Kosmetyki w formie kuleczek, zawsze przyprawiają mnie o szybsze bicie serca, uwielbiam na nie patrzeć, aż chciałabym mieć te wszystkie kuleczki wokół siebie ;)) W opakowaniu znajdują się kuleczki w trzech odcieniach: złotym, miedziano-brązowym i jasnobrązowym. Dzięki formie kuleczek kosmetyk jest bardzo wydajny. Odcień możemy stopniować w zależności od ilości nałożonego kosmetyku. Puder jest matowy.
Niewielka ilość bronzera gwarantuje naturalny wygląd
Trwałość kosmetyku na przypudrowanej twarzy wynosi cały dzień, oczywiście w ciągu dnia traci nieco na intensywności.

Za cenę 27zł otrzymujemy 18g perełek bronzujących w wielowymiarowym odcieniu o dobrej trwałości. 

Puder w kulkach stanowi nie tylko ciekawą ozdobę toaletki, odpowiednio używany i przechowywana będzie nam służył przez długi czas, warto mieć go w swojej kosmetyczce. 

czwartek, 11 października 2012

Paznokcie: Poranek na wrzosowisku

Czasem warto poddać się jesiennej nostalgii, zrezygnować z szalonych barw i asymilując się z otaczającą aurą spojrzeć w stronę stonowanych kolorów. Jesienią odczuwam potrzebę "odkurzenia" pewnego zakątka w mym lakierowym kuferku w którym znajdują się kolory jesieni, czyli beże, brązy, szarości i fiolety, co nie znaczy że zupełnie rezygnuję z szalonych barw. 

Jednym z lakierów którego barwa idealnie pasuje do trwającej obecnie pory roku jest Miyo Nailed It! w odcieniu 07 Suede. Lakier mam już w swoim zbiorku od kilku miesięcy i jest jednym z moich ulubionych ze względu na piękny kolor i zadowalającą jakość.


Zacznę od tego co najbardziej istotne czyli od koloru. Suede to rzadko spotykane połączenie kolorów kawy z mlekiem z wrzosowym  sprawia, że barwa jest wyjątkowa i niesamowicie elegancka. Przeważa kolor wrzosowy, który na paznokciach wygląda na lekko przydymiony- jest naprawdę wyjątkowy.

Lakier otrzymujemy w solidnej buteleczce z grubego szkła. W środku znajduje się standardowy pędzelek, dzięki któremu malowanie paznokci jest szybkie i wygodne.

Do pełnego krycia niezbędne są dwie warstwy, ale dwie cienkie w zupełności wystarczą. Lakier tworzy jednolity kolor, nie pozostawiając prześwitów czy smug. 

Trwałość jest również bardzo zadowalająca, bo u mnie wynosi do 4 dni, dodatkowym jego atutem jest to, że przy wykonywaniu codziennych czynności nie odpryskuje, a może jedynie delikatnie zetrzeć się na końcówkach paznokci.
Lakier Miyo Nailed It! Suede z pewnością jeszcze długo pozostanie jednym z moich ulubieńców. Ma wspaniały kolor, zadowalającą trwałość oraz bardzo niską cenę, dlatego ten kolor mogę polecić wielbicielkom stonowanych, klasycznych barw. Za buteleczkę o pojemności 8ml której jakość zawartości przewyższa niektóre droższe lakiery, zapłacimy w granicach 5-6zł. Jedynym minusem może okazać się ich dostępność, należy ich szukać w małych drogeriach.

Więcej odcieni lakierów MIYO Nailed It! znajdziecie na stronie producenta <KLIK>


P.S. Dziewczyny, dziękuję za wszystkie porady i miłe życzenia pod ostatnim postem :) Trzymajcie się ciepło!

piątek, 7 września 2012

"Kobaltowe love" czyli żelowy eyeliner Pierre Rene

Pierwszy raz na eyelinery o żelowej konsystencji skusiłam się rok temu i już od pierwszego użycia wiedziałam, że należy im się stałe miejsce w mojej kosmetyczce. Tymi pierwszymi były linery z essence do momentu kiedy kilka miesięcy temu miałam przyjemność wypróbować nowy eyeliner w żelu Pierre Rene. Używam go dziś i za każdym razem kiedy tylko spojrzę w lustro zachwycam się tym jak wygląda na powiekach. Od zawsze wierna klasycznej czerni postanowiłam nieco urozmaicić makijaż i wybrałam eyeliner w kolorze 03 Mettalic Cobalt. W ciągu tych kilku miesięcy był głównym (ze względu na kolor) i najtrwalszym kosmetykiem, któremu okazały się być niestraszne niesprzyjające warunki atmosferyczne (deszcz, upały) i objawy emocji (łzy). 
Kosmetyk otrzymujemy w kartonowym opakowaniu, moim zdaniem producent dzięki temu rozwiązaniu uchronił nas od kupowania naruszonego czyt. macanego kosmetyku. Dodatkowo na "kartoniku" znajdują się ważne informacje: po pierwsze produkt jest hypoalergiczny, a po drugie nie jest testowany na zwierzętach. Poza tym znajduje się również "instrukcja montażu pędzelka" oraz propozycje kresek jakie możemy narysować linerem.
Sam liner znajduje się w malutkim słoiczku (poj. 2,5ml) posiadającym spiczastą nakrętkę ukrywającą pędzelek. "Montaż" pędzelka jest niesamowicie łatwy, wystarczy pociągnąć za górną najwęższą część opakowania, odwrócić pędzelkiem do góry i umieścić w dolnej (szerszej) części. 

Początkowo myślałam, że ten wbudowany pędzelek jest zbędnym dodatkiem, ale jak się okazało da się nim bardzo łatwo narysować kreskę na powiece i zależnie od naszych preferencji może być cieniutka, albo grubsza- łatwo stopniować efekt.
Eyeliner jest wodoodporny, kiedy w trakcie rysowania linii możliwe są jeszcze jakieś poprawki to po kilku chwilach kosmetyk zasycha na powiekach i jest nie do ruszenia przez cały dzień. Nie rozmazuje się, nie spływa, a kolor nie traci na intensywności.

Gel eyeliner posiada bardzo delikatną konsystencję, która pozwala na uzyskanie pożądanego kształtu linii bez specjalnych umiejętności. Łatwo nabiera się na pędzelek.
Intensywność barwy jest zachwycająca, kosmetyk ma świetną pigmentację nie ma mowy o prześwitach. Kolor Mettalic Cobalt okazał się być dla mnie idealnym odstępstwem od czarnego eyelinera. Stanowił ciekawy akcent makijażu. Odcień ten daje bardzo ładne, delikatnie metaliczne wykończenie.
Eyeliner okazał się być moim ulubieńcem lata, kolor Mettalic Cobalt bardzo przypadł mi do gustu. Tak go polubiłam, że byłam ciekawa też innych odcieni i ostatnio nadarzyła się okazja, aby wymienić stary czarny eyeliner i zaczęłam szukać w drogeriach żelowego eyelinera z Pierre Rene, okazało się nawet, że są w moim mieście i kupiłam eyeliner w kolorze Carbon Black za 17, 20zł (sądzę, ze cena może się wahać w zależności od drogerii). I z przyjemnością mogę stwierdzić, że się nie zawiodłam. Czerń jest intensywna wręcz smolista, pozostałe cechy takie same jak u głównego bohatera dzisiejszej recenzji. 
Oba posiadane przeze mnie eyelinery z Pierre Rene są  świetnej jakości i warto się z nimi zapoznać bliżej. 

Eyelinery występują w kilku wersjach kolorystycznych:
01 Carbon Black
02 Glitter Black
03 Mattalic Cobalt
04 Excentric Brown

Kolorom możecie dokładnie przyjrzeć się na stronie Pierre Rene

Znacie te eyelinery? Co o nich sądzicie?

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...